Islam, Meczet Al Haram

Islamofobia

Ataki z piątku 13.11 odbiły się szerokim echem także w mediach społecznościowych. Jedna z takich dyskusji zaczęła się od stwierdzenia, że:

“Mamy przerąbane. Nie wytłumaczymy tym biednym przerażeńcom, że uchodzcy to nie terroryści.”

…i dalej mroczna wizja Europy skręcającej ku nacjonalizmowi i bratobójczym walkom ku uciesze Kapitalistów przez duże K.

Cóż, zamiast wywyższać się nad “przerażeńców”, może należałoby zrozumieć źródła ich strachu? Spora część boi się śmierci czy ogólnie przemocy związanej z zamachami. Części np. przeszkadza, że przyjadą i zabiorą pracę. Albo zasiłki i pomoc społeczną. Sam słyszałem w autobusie jak starszy pan komentował, że jemu powiedzieli, że na mieszkanie socjalne poczeka sobie 5-8 lat a taki imigrant to dostanie od ręki. Dla takich osób z kolei “terroryzm” imigrantów jest świetną wymówką, żeby ich nie przyjmować.

Jednak tak naprawdę powyższe źródła strachu i niechęci nie są jakoś specyficzne dla Polski, a mimo to jesteśmy krajem, w którym islamofobia i niechęć do imigrantów są wśród najwyższych w Europie. Czym się więc wyróżniamy? Moim zdaniem w tym akurat przypadku chodzi o brak zaufania do naszego państwa. Ludzie widzą indolencję władzy w najprostszych sprawach i nie wierzą, że państwo ochroni ich w razie W. Ludzie wiedzą jak mały jest tort, z którego wykrawa się zasiłki i nie chcą się dzielić. Mimo, że mamy podobno jednocyfrowe bezrobocie to ludzie na własnej skórze doświadczają, jakiej jakości jest ich praca i płaca i boją się, że ci imigranci wygryzą ich z tych najprostszych prac i wtedy to już w ogóle nie zwiążą końca z końcem.

Nie mówię, że to jedyne powody. Wiadomo, część się boi z niewiedzy, część ma uporządkowany świat i nie chce, żeby się zmieniał a część nie wie, czego chce od imigrantów poza tym, że “do gazu”. No cóż, są i tacy. Jednak większość ma zrozumiałe (nawet jeśli egoistyczne) powody, by być przeciwko imigrantom – problem w tym, że przyczyną nie tyle są imigranci, co nasze niewydolne państwo.

Na koniec: nie chcę, żeby z mojego postu wynikało, że recepta jest prosta: “naprawiajmy państwo”. Nie, to jest kluczowe (tak naprawdę dla nas, obywateli Polski) ale nie wystarczające. Poza tym jednak trzeba kontrolować i inwigilować przyjezdnych, trzeba nawiązywać współpracę wywiadowczą, trzeba prowadzić aktywną politykę zagraniczną, wreszcie być może wesprzeć operację zbrojną przeciw ISIS – wystarczy logistycznie, nie musimy strzelać, żeby pokazać w praktyce solidarność europejską. I później jej wymagać.

Na pewno jednak nie powinniśmy dzielić się (rodaków) na lepszych, empatycznych i gorszych, nazioli. Jesteśmy jako naród wystarczająco podzieleni, czas zacząć się rozumieć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *