Winda orbitalna

Druga, większa wieża Babel

Przydałoby się taką wybudować. Taką naprawdę sięgającą nieba. Z windą orbitalną.

Już Robert Zubrin w swym programie Mars Direct zauważył, że wyprawa na Marsa i jego kolonizacja byłaby przedsięwzięciem porównywalnym z wyprawą do Nowego Świata i kolonizacją Ameryk. Dotarcie do Ameryk było w XVI wieku tak samo trudne jak w tej chwili dotarcie do Marsa, a Zubrin przekonuje, że korzyści z tego procesu byłyby podobne – ruszyłyby naszą cywilizację do przodu, jak kiedyś wysunęły do przodu kolonialną Europę.

Wiadomo, jaki efekt miał podbój Nowego Świata. Pomijając pierwszą w dziejach inflację podażową (zbyt dużo złota na rynku), efekty dla Europy były bardzo pozytywne – rozwój technologiczny, rozwój gospodarczy, rozwój społeczny. Warunkiem zaistnienia takiego stanu rzeczy była eksploatacja odległych zasobów oraz istnienie odległych kolonii, nad którymi metropolia nie mogła już egzekwować władzy absolutnej.

Czy byłyby to kopalnie odkrywkowe He3 na Księżycu, niepodlegające kontroli społecznej laboratoria naukowe w punktach Lagrange’a, odseparowane Atlantykiem przestrzeni kosmicznej osiedla na Marsie (nawet jeśli tam nie byłoby nic do wydobycia mogłyby służyć za stały ląd dla załóg górniczych operujących na asteroidach) czy wręcz połowy He3 z atmosfer gazowych gigantów, winda orbitalna jest kluczowa.

Pomijając już obciążenie środowiska naturalnego startami rakiet niezbędnych do uruchomienia powyższych operacji, winda kosmiczna o kilka rzędów wielkości zmniejsza nakłady na wysłanie czegokolwiek w kosmos i umożliwia wygodne przyjęcie towarów dla których Ziemia jest punktem docelowym. Choć firmy prywatne już nieśmiało budują rynek prywatnych podróży kosmicznych to są to raczej loty nadatmosferyczne niż kosmiczne. Z pewnością koszta ograniczają przedmiot eksploracji kosmosu do działalności agencji rządowych.

Dla rządów zaś jest to w dużej części kwestia bardziej ambicjonalna – przecież publika żąda podwyżek, mniejszych podatków, ochrony zdrowia i porządku publicznego, a nie wyrzucania pieniędzy w kosmos, żeby jakiś robocik zrobił pip-pip-pip. Przy czym publika nie rozumie, że tych pieniędzy nikt nie wywozi kontenerami w kosmos i nie wyrzuca na orbicie. One trafiają do firm na powierzchni i wprawiają w ruch gospodarkę.

Więc oczywiście winda to lepiej funkcjonująca gospodarka i efekty większe niż tylko jakieś tam pip-pip-pip pojedynczego robocika. To pozaziemskie kolonie, to orbitalne miasta i fabryki, to już rozpala wyobraźnię ludzi na dole. Mają jakiś wyższy cel,mają pozytywnych bohaterów, których etos naśladują. Dzięki temu rządy nie muszą już robić igrzysk swoim ludom, toczyć wojen o zasoby, nie kisimy się już we własnym sosie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *