Uchodźcy w Turcji

Parytety uchodźców

Dziś w Luksemburgu odbędzie się spotkanie ministrów spraw zagranicznych ws. parytetów uchodźców („kwoty” to brzydka kalka z angielskiego). Ostatnie przecieki mówią o tym, że Polska miałaby przyjąć nie dodatkowe 10 000 uchodźców, o których mówiło się w zeszłym tygodniu, a tylko 5 000. Być może nie będzie to też obowiązkowe.

Jednak tak naprawdę to rozczarowujące, że wygląda na to, że rząd skupił się na ilości uchodźców a nie na rozwiązaniu przyczyn ich napływu. Bo tak naprawdę to nie ma wielkiego znaczenia, czy przyjmiemy ich pięć, dziesięć czy dwadzieścia tysięcy – jesteśmy w stanie. Jeśli przyjmiemy ich z głową i nie pozwolimy im skupić się w gettach czy enklawach to nie będzie problemu – roztopią się w tłumie Polaków. Jak słusznie zwraca się uwagę, w latach dziewięćdziesiątych roztopiło się w tłumie ponad 80 000 Czeczenów.

Oczywiście jest jeszcze sprawa wizerunkowa – co powiedzą ludzie i rządy jeśli przyjmiemy pięć a co jeśli dwadzieścia tysięcy? Cóż, to proste – dla tych, co nie chcą tu uchodźców każda ilość będzie za wysoka, dla tych, co chcą ich przyjmować bezwarunkowo – każda będzie za mała. Umiarkowanie niezadowoleni będą zawsze, ale niektórzy się przyzwyczają, niektórzy w ogóle nie zauważą obecności uchodźców a niektórym da się wytłumaczyć. Trzeba tylko podejść do problemu z głową – i to jest zadanie i rządu i NGO, żeby ich z jednej strony integrować i egzekwować poszanowanie prawa, a z drugiej przeciwdziałać np. zawiści ze strony Polaków („oni dostaną mieszkanie od ręki a ja muszę czekać 8 lat” – zasłyszane w autobusie). Co wymaga działań i na rzecz uchodźców i na rzecz Polaków.

Skoro jednak ilość uchodźców nie jest problemem to co? Oczywiście brak działań na rzecz rozwiązania przyczyn, z jakich uchodźcy musieli uciekać ze swoich krajów. Jeśli pozostaną one nierozwiązane to uchodźcy będą napływać dalej. W szczególności jeśli Turcja będzie wypychać Kurdów ze wschodniej części swojego kraju.

Jeśli zaś uchodźcy nie przestaną napływać (a jak pisałem wcześniej, w szczególności z kierunku południowego potencjał jest w zasadzie niewyczerpany) to będą kolejne szczyty, na których politycy będą naciskać na rozdzielenie kolejnych mas uchodźców i ktoś w końcu wpadnie na to, żeby przyjmować proporcjonalnie do początkowych decyzji (czyli tych, które mają zapaść dziś).

„I co z tego, jesteśmy suwerenni, możemy się nie zgodzić!” – powie ktoś. Otóż nie bardzo. Raz że nie mamy Grupą Wyszehradzką mniejszości blokującej w ewentualnym głosowaniu (a zmuszenie nas do tego w głosowaniu byłoby dotkliwym policzkiem dla naszej pozycji na arenie międzynarodowej i złym precedensem przy robieniu polityki europejskiej na przyszłość). Dwa, że w zasadzie nie chcemy się nie zgadzać – i nie chodzi tu bynajmniej o entuzjastów dających uchodźcom serce na dłoni ale o pragmatyzm. Jeśli zdarzy się, że będziemy musieli przyjąć dziesiątki tysięcy Ukraińców to też będziemy mogli wymagać solidarności europejskiej. To samo jeśli sytuacja z Rosją stanie się bardziej zapalna – nie chcemy, żeby Zachód miał wtedy wygodną wymówkę, prawda?

Czesi mają zaproponować jakiegoś rodzaju wsparcie wojskowe – zdaje się rozjemczo-pokojowo-logistyczne, ew. pomoc w obozach dla uchodźców. To świetna inicjatywa i moglibyśmy się pod nią podpiąć – nawet całą Grupą Wyszehradzką. Wtedy ewentualna interwencja militarna spadłaby na Europę Zachodnią. Wolimy, żeby tak zostało, nieprawdaż?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *